niedziela, 9 marca 2014

sundayclassics #9: Blu Cantrell ft. Sean Paul - Breathe

chillsoundsgoodmusic
Przykład na to, że perfekcyjny beat może stanowić podkład muzyczny, który nie ogranicza się tylko i wyłącznie do jednego gatunku. Instrumental użyty w tym utworze pochodzi z klasycznego już "What's The Difference" nagranego przez Dr. Dre, w którym gościnnie udzielają się również Eminem i Xzibit. Track ten jest już dla wielu z nas niezaprzeczalnym klasykiem, ja zaś do cyklu sundayclassics wybrałem oparty o niego "Breathe" autorstwa Blu Cantrell.

Amerykańska artystka udowodniła w 2003 roku, że podkład, który wyśmienicie sprawdził się w hip-hopie, może równie dobrze posłużyć za tło do utworu osadzonego w klimatach soul/R&B. Znany i lubiany beat, dobry wokal Blu oraz zaproszony do współpracy Sean Paul, który święcił wtedy największe triumfy za sprawą płyty "Dutty Rock" - w efekcie powstał track, który był wręcz skazany na sukces. Tak też się stało, choć trzeba nadmienić, że boom na "Breathe" miał miejsce głównie w Europie (1. miejsce na UK Singles Charts), podczas gdy w Stanach Zjednoczonych piosenka cieszyła się umiarkowanym zainteresowaniem.

Nie zmienia to jednak faktu, że po ponad dziesięciu latach od wydania, "Breathe" pretenduje według mnie do miana klasyka, zdecydowanie przewyższając jakością to, co dziś usłyszeć możemy w radiach. Track ten pokazuje też niestety, jak szybko przemija sława niektórych artystów. "Get Busy", "Like Glue" i "I'm Still In Love With You" były wtedy na ustach wszystkich, dziś już musimy wytężyć pamięć, by przypomnieć sobie, kim jest Sean Paul. Blu Cantrell nie wydała natomiast nic nowego od 2004 roku. Nie wszystko jednak stracone - premiera nowego longplaya artystki zaplanowana jest na ten rok, może więc uda się jej jeszcze powtórzyć sukces sprzed 11 lat.

Thunderbird Gerard - Hallelujah

chillsoundsgoodmusic
Thunderbird Gerard dał się poznać czytelnikom chillsounda jako twórca zdecydowanie najlepszej hip-hopowej EP-ki 2013 roku - jego "T.R.O.U.B.L.E" to wyjątkowa perełka, dlatego też z niecierpliwością czekam na jej następczynię, a może nawet pełnoprawnego longplay'a. Póki co Amerykanin podrzucił nam nagrany wspólnie z Kenzie May track "Firewurx", który oczywiście trzymał typowy dla niego wysoki poziom, ja jednak nadal liczę na nowe "Live", które oceniam na 10/10 - dla mnie był to utwór perfekcyjny.

Niestety, tym razem znów nie było dane mi się go doczekać, co oczywiście nie oznacza, że "Hallelujah" nie jest warte naszej uwagi. Wręcz przeciwnie - gdyby było inaczej, utwór nie znalazłby się na blogu, muszę jednak powiedzieć, że podczas pierwszego przesłuchania trochę wystraszyłem się o formę Gerarda. Chodzi mi tu tylko o rozpaczliwie wykrzyczane i trochę nazbyt wyeksponowane słowo 'Hallelujah', które balansuje wręcz na granicy fałszu, jakiej Thunderbird na szczęście nie przekracza. Szybko zrozumiałem jednak, że było to działanie zamierzone - taka po prostu koncepcja tego tracku.

Widać, że raper nie stoi w miejscu i eksperymentuje - w utworze zdecydowanie więcej elektroniki i alternatywnego podejścia do beatów, niż miało to miejsce na "T.R.O.U.B.L.E". To oczywiście dobry znak - oznacza, że mamy na co czekać. Choć ja wciąż liczę na powtórkę z "Live"...



Artystę odnajdziecie tu:
facebook
twitter
oficjalna strona

Cosmo Sheldrake - The Moss

chillsoundsgoodmusic
Prawie rok temu (dokładnie bez 10 dni) na chillsoundzie pojawił się obiecujący Brytyjczyk Cosmo Sheldrake i jego, stworzony we współpracy z Anną Roo, fenomenalny track "Rich". Dwa miesiące później Sheldrake powrócił jeszcze w utrzymanym w podobnej stylistyce "The Fly". Od tamtej pory Cosmo wyprodukował jeszcze kilka utworów, stworzył też parę godnych uwagi remixów, jednak dopiero teraz przyszła pora na comeback z prawdziwego zdarzenia.

Brytyjczykowi udało się podpisać kontrakt z wytwórnią paradYse/Transgressive Records, dzięki czemu 21 kwietnia światu ukaże się jego debiutancki singiel pt. "The Moss". Żeby niepotrzebnie nie przedłużać, powiem wprost - to zdecydowanie najlepsze z jego dotychczasowych nagrań, ma też szansę znaleźć się wysoko w podsumowaniu 2014 roku, gdyż siła, z jaką mamy ochotę zapętlać ten track i słuchać go na okrągło, jest niesamowicie wysoka.

Po produkcji słychać, jak wielką drogę przeszedł Cosmo od czasu "Rich" (i zapewne, jak ważne jest wsparcie muzycznej wytwórni). O ile "Rich" i "The Fly" były niezwykle fajnymi, lecz jednak garażowymi produkcjami tworzonymi w oparciu o dobrą zabawę, "The Moss" to już pełnowartościowy, dobrze zmasterowany utwór.


Sheldrake'a szukać możecie tu:

wtorek, 4 marca 2014

Josephine & The Artizans - Let Me Go

chillsoundsgoodmusic
Nie sposób zliczyć ile gatunków muzycznych istnieje dziś na świecie. Bardzo często słyszymy o tym, że ktoś stworzył coś nowego, innowacyjnego, co ma podlegać nowemu gatunkowi - zazwyczaj są to jedynie czcze przechwałki. Poznajcie więc Josephine & The Artizans - tym 10 osobom naprawdę udało się wyprodukować coś świeżego, a przy tym niezwykle interesującego.

10-osobowy londyński band ma już na koncie kilka dobrych utworów, ja jednak usłyszałem ich dopiero przy okazji premiery tracku "Let Me Go". Grupa tworzy coś, czemu sama nadała nazwę "hip-hopera". Określenie nie pozostawia złudzeń, to naprawdę połączenie hip-hopowych dźwięków z muzyką klasyczną, która przejawia się przede wszystkim w operowym wokalu głównej wokalistki Josephine. Na upartego możemy do tej mieszanki dołożyć jeszcze delikatnie rockowe brzmienia.

"Let Me Go" to track, do którego malkontenci na pewno mogliby mieć kilka uwag. Pierwsza z nich wynika z faktu, że w utworze swoje flow prezentuje aż trzech członków zespołu, co samo z siebie sprawia, że nie każdemu może on przypaść do gustu - zapewne każdy słuchacz będzie miał tu swojego faworyta. Należy też nadmienić, że przeciwnicy brytyjskiego rapu nie mają tu czego szukać - każda zwrotka to esencja tego gatunku. Wady bledną jednak przy najważniejszym czynniku, który decyduje o sile "Let Me Go" - pasji każdego członka zespołu. Oglądając oficjalny klip widać, że w track każdy wkłada 100% siebie, dzięki czemu całość sprawia niesamowite wrażenie. Szacunek też za perfekcyjne zgranie 10 osób, co jest niezwykle ciężkie - to już przecież mikroorkiestra.

Jedno jest jednak pewne - nazwa zespołu nie powstała przez przypadek. Gwiazdą jest tu czarująca Josephine i jej niezwykły wokal. Każde jej wejście powoduje przyjemne uczucie dreszczy na karku. 

Nie mam żadnych wątpliwości - Josephine & The Artizans to jeden z nielicznych zespołów, którym można nadać miano prekursorów nowego gatunku - powitajcie w swoich głośnikach hip-hoperę. Polecam też sprawdzić ich wcześniejszy dorobek, piosenki trzymają równy, wysoki poziom, poza tym ze względu na ich unikatowość, słucha się ich z niezwykłym zaciekawieniem.

Osobiście dopisuje Josephine & The Artizans do listy bandów, których koncert na żywo muszę zobaczyć - zapewne dopiero podczas słuchania ich utworów w wersji 'live' możemy poczuć 100% mocy.



Polecam obejrzeć również klip:



Zespół znajdziecie tu:
facebook
twitter
oficjalna strona

niedziela, 2 marca 2014

sundayclassics #8: Baby Bash - Suga Suga (ft. Frankie J)

chillsoundsgoodmusic
Jest rok 2003, mam 13 lat, wszystko wydaje się łatwiejsze, a Baby Bash wespół z Frankie J wydaje "Suga Suga" - track, który okazał się być największym przebojem w jego karierze. Oryginalna jak na tamte czasy mieszanka popu z hip-hopem i R&B okazała się być strzałem w dziesiątkę. Piosenka stała się jednym z hitów ówczesnych wakacji, dotarła też do siódmego miejsca listy Billboard Hot 100, co potem meksykańsko-amerykańskiemu artyście udało się powtórzyć tylko raz. Wspomnienia, w których wyczekuję z kasetą w magnetofonie i palcem na przycisku 'REC', bo w radiu zaraz mają zagrać "Suga Suga" nasuwają się za każdym razem, gdy słyszę ten track.

Dziś mamy 2014, na koncie trochę więcej zmartwień, a "Suga Suga" nadal rozbrzmiewa w moich głośnikach. Utwór moim zdaniem ponadczasowy.

sobota, 1 marca 2014

Erik Hassle - Innocence Lost (ft. Tinashe)

chillsoundsgoodmusic
W zestawieniu najlepszych utworów 2013 roku o "Talk About It", którego autorem jest Szwed Erik Hassle pisałem, że track to perfekcyjny, zarówno pod względem muzycznym, jak i wokalnym. Wszystko wskazuje na to, że sytuacja powtórzy się w podsumowaniu roku 2014.

"Innocence Lost" powstał we współpracy z amerykańską wokalistką Tinashe, której wokal perfekcyjnie współgra z emocjonalnym głosem Erika. Mówiąc wprost - track ten to kolejny czynnik potwierdzający tezę, że Szwecja to potęga współczesnego popu. Hassle za 2 dni wydaje swoją EP-kę "Somebody's Party", której "Innocence Lost" jest ostatnim zwiastunem. Nie mogę się doczekać!



Erika szukajcie tu:
facebook
twitter
oficjalna strona

Camille Michelle Gray - Baby Better Run

chillsoundsgoodmusic
Na profil Camille Michelle Gray na YouTube natknąłem się już kilkakrotnie. W czasach, w których większość początkujących artystów umieszcza tam swoje covery, konto Camille wyróżniało się zdecydowanie wśród konkurencji interpretowanym przez nią repertuarem. Obok tradycyjnych, popowych utworów wykonywanych w oryginale przez Ke$hę czy Lady Gagę, prym wiódł hip-hop, na czele którego znajdował się Kid Cudi i Kendrick Lamar. Gray nie ograniczyła się jednak do zwykłego odśpiewania utworu - w większości nagrań gra także na gitarze akustycznej.

Dziś Camille powraca z autorskim nagraniem pt. "Baby Better Run", które zdaje się być idealnym podsumowaniem jej dotychczasowych produkcji. Ciężko jednoznacznie sklasyfikować gatunkowo ten track, który łączy w sobie klasyczne dźwięki bluesa z fajnymi, gitarowymi riffami. Utwór zwiastuje debiutancką EP-kę Gray - "Street Cinema", której premiera nastąpić ma 13 marca. Z ciekawością odsłucham całości, póki co zapraszam do zapoznania się ze zwiastującym ją singlem:



Do utworu powstał również teledysk:


Camille znaleźć możecie tu: