Pokazywanie postów oznaczonych etykietą indie rock. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą indie rock. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 sierpnia 2019

Moon Vessel - Won't Happen

csgmblog
Who: Moon Vessel Facebook Twitter Instagram Website

Why: Because no more lies, we've had enough!






Where: AppleMusic iTunes AmazonMusic Deezer GooglePlay Tidal

niedziela, 12 sierpnia 2018

CAEZAR - Hold On / Waiting

chillsoundsgoodmusic
Who: CAEZAR Facebook Twitter Instagram Website

Why: Because they have everything to become a new great pop-rock band. Catchy melodies, interesting vocals, and a really good production. I won't be surprised if they'll be able to say "Veni, Vidi, Vici" soon.

Hold On



Waiting



sobota, 11 lutego 2017

Final State - WAYN?

chillsoundsgoodmusic
Mam nadzieję, że sobotni poranek rozpoczął się dla Was równie dobrze jak dla mnie. Zza chmur nieśmiało wygląda słońce, a Maciek Kot zaliczył pierwsze zwycięstwo w historii swoich skoków - do pełni szczęścia brakuje nam tylko świetnej muzyki. Dziś zaczynamy nietypowo, bo po francusku, a jak wiecie nieanglojęzyczne utwory trafiają na chillsounda niezwykle rzadko.

WAYN? (skrót od Where Are You Now?) zdecydowanie zasługuje na to, by być tym wyjątkiem. Przyznam się, że zapętlam ten utwór już po raz kilkunasty i wciąż nie mam go dość. Autorami tracku jest kanadyjska grupa Final State, która w rodzinnym kraju doczekała się już grupki oddanych fanów. Band szykuje się właśnie do wydania debiutanckiego albumu, który ukaże się w wersjach francuskojęzycznej oraz anglojęzycznej. Pierwszym zwiastunem krążka jest właśnie WAYN? w wersji francuskiej. Klimat kawałka urzekł mnie już od pierwszych sekund - charakterystyczny wokal i nastrojowa gitarka, a także naprawdę świetna linia melodyczna sprawiły, że utwór cholernie mi się spodobał. Z tym większą niecierpliwością czekam na angielską wersję piosenki, która powinna ukazać się w przeciągu najbliższych tygodni - ciekaw jestem, czy zmiana języka nie odejmie jej nieco uroku. Póki co trwam w zauroczeniu:




Linki:

środa, 3 sierpnia 2016

TENDER - Outside / Afternoon

chillsoundsgoodmusic
BANG! BANG! Dokładnie taki strzał zebrałem, gdy po raz pierwszy usłyszałem dziś o TENDER. I choć po tym "bang" możecie spodziewać się niesamowitego, klubowego bangera to jest dokładnie na odwrót. Utwory TENDER to chill pełną gębą, co więcej - chill najwyższej klasy.

Londyński duet nagrywa już od ponad roku, ja jednak wpadłem na nich dopiero dziś. Band tworzą James Cullen oraz Dan Cobb, a pod swoje skrzydła wzięła ich właśnie wytwórnia Partisan Records. Brytyjczycy tworzą piękną, nieco mroczną elektronikę, która przepełniona jest dźwiękami syntezatorów pomieszanych z gitarami oraz wokalem typowym dla R&B. Całość robi na mnie niesamowite wrażenie i automatycznie wywindowało TENDER na listę artystów, na których mam w tym roku oko. Podrzucam Wam świeżutki, wydany dziś Outside oraz nieco starszy Afternoon, polecam jednak odwiedzić ich konto na SoundCloudzie i przesłuchać całą twórczość duetu.

Outside



Afternoon


Linki:

poniedziałek, 14 marca 2016

The Palms - Republic Enemy #1 / Future Love (We All Make Mistakes)

chillsoundsgoodmusic
The Palms to duet z Los Angeles, który tworzą Johnny Zambetti i Ben Rothbard. Jak sami twierdzą, ich muzyka jest wynikiem miłości do wszelkich popularnych gatunków, które ze sobą połączyli, co pozwoliło na stworzenie idealnego soundtracku do letniej nocy w Los Angeles. Jako, że podróż do Stanów Zjednoczonych wciąż pozostaje w sferze moich marzeń, spróbuję przybliżyć Wam jednak ich brzmienie w inny sposób.

Mamy tu do czynienia z mieszanką rocka, popu, a także odrobiny modern hip-hopu - wszystko zatopione oczywiście w alternatywnym sosie. Jeżeli miałbym porównać do kogoś chłopaków z The Palms, najpierw pomyślałbym o The Neighbourhood, następnie o Portugal. The Man, by ostatecznie dotrzeć do starszych utworów Last Lynx. Z drugiej jednak strony, gdy wsłuchamy się w wokal, z łatwością możemy też usłyszeć inspiracje rockiem z lat '80 - w dodatku wymieszanym z reggae. Jeżeli dodamy do tego niegłupie teksty, wychodzi nam naprawdę indywidualne brzmienie, które bardzo szybko przypadło mi do gustu. Duet do tej pory wypuścił na światło dzienne cztery utwory, z których dwa (w tym jeden sprzed tygodnia) podrzucam niżej.

Republic Enemy #1



Future Love (We All Make Mistakes)


Linki:

czwartek, 18 lutego 2016

Foreign Air - In The Shadows / Free Animal

chillsoundsgoodmusic
Foreign Air to amerykański duet, który tworzą Jacob Michael oraz Jesse Clasen. Zadebiutowali pod koniec zeszłego roku utworem Free Animal, który zasłużenie spotkał się z ciepłym przyjęciem publiczności oraz krytyki. Ich muzyka to połączenie alternatywnego rocka z dużą dawką elektronicznych dźwięków - czyli coś, co lubię najbardziej. Dla mnie Foreign Air lądują gdzieś pomiędzy Alt-J, a Sir Sly - co z mojej strony jest oczywiście dużym komplementem.

In The Shadows to drugi track zwiastujący debiutancką EP-kę bandu. Oba utwory mają w sobie coś, co sprawia, że po pierwsze - wierzę w ich muzykę, po drugie - z niecierpliwością czekam na kolejne produkcje. Świetna zabawa elektronicznymi dźwiękami, przyjemnie zaznaczona perkusja - wydaje mi się, że Foreign Air mogą zagościć na chillsoundzie na dłużej. Przesłuchajcie obu utworów i oceńcie sami:

In The Shadows



Free Animal


Linki:

The Big Pink - Beautiful Criminal

chillsoundsgoodmusic
O The Big Pink z pewnością mogliście już usłyszeć - brytyjski band ma na swoim koncie dwa, dobrze przyjęte albumy, a Polacy najbardziej kojarzyć mogą utwór Dominos, który swojego czasu często gościł w naszych stacjach radiowych. Zespół 4 marca planuje wydać EP-kę, zatytułowaną Empire Underground. Drugą piosenką zwiastującą 4-utworowy minialbum jest właśnie Beautiful Criminal.

Tym, co wyróżnia track spośród dotychczasowych dokonań The Big Pink, jest użycie sporej dawki elektronicznych brzmień. Do tej pory londyński zespół kojarzyliśmy przede wszystkim z nagraniami ocierającymi się o lżejszą odmianę rocka, tymczasem Beautiful Criminal to utwór prawie że popowy. Na plus zaliczam też spory wokalny udział Mary Charteris, która idealnie współgra z głównym wokalistą bandu. Z chęcią usłyszałbym więcej ich nagrań, które utrzymane byłyby w takim właśnie klimacie.


Linki:

poniedziałek, 15 lutego 2016

The Blancos - BKCBD

chillsoundsgoodmusic
"I don't know who I am, but I'll be smokin' till I figure it out (...)"

Mam nadzieję, że nie będę musiał jarać tak długo, aż odkryję, kim jest zespół The Blancos. Bez jarania wiem tylko, że jest to nowojorski duet, który po ośmiu latach pisania "do szuflady" wydał w końcu swój debiutancki utwór. Najwyższy czas, chciałoby się powiedzieć...

BKCBD to utwór, który od początku ujął mnie mnogością skojarzeń, które nasuwały się w trakcie jego przesłuchiwania. Początkowa solówka to przecież brzmienia Santany, liryczne wyśpiewywanie tekstu kojarzy mi się z The Neighbourhood, a refren przywodzi na myśl radiowy hip-hop sprzed kilku lat. Sprawia to, że nie wiem w jaką stronę The Blancos podążą z kolejnym utworem, wiem jednak, że BKCBD jest na tyle dobre, by czekać na ich następną produkcję.

"(...) and we don't know who we are, just broken kids chasin' broken dreams"

Oby je dogonili ;)



Linki:

niedziela, 11 października 2015

Lewis Del Mar - Loud(y) / Memories / Wave(s)

chillsoundsgoodmusic
26 sekund. Dokładnie tyle potrzebowałem, by Loud(y) zmieniło status z "kolejna piosenka na jeszcze jednej randomowej playliście" na "o Boże, kto to? chce więcej!". Nadająca całego klimatu gitara, bardzo silnie zaznaczony bas, no i to niesamowite "Can you please sit the fuck down?", które rozwaliło mnie w jednym momencie. Jak mnie poproszono, tak też zrobiłem - usiadłem i zacząłem szukać informacji o tym, kim jest Lewis Del Mar.

Okazało się, że to nie "on", a "oni" - a dokładniej nowojorski duet, który na scenę wkroczył około trzech miesięcy temu, debiutując właśnie przy pomocy Loud(y). Do dziś wydali trzy utwory, a każdy z nich od razu wykopał sobie miejsce na mojej jesiennej playliście i prawdopodobnie żaden szybko z niej nie wypadnie. Szukając muzycznego porównania, Lewis Del Mar zdecydowanie najbliżej do Alt-J, jednak już po trzech utworach można stwierdzić, że znaleźli oni odrębną drogę na granie rockowego indie. Każdy z utworów wyróżnia wspomniana we wstępie delikatna gitara, ponadto muzyka Lewis Del Mar nie jest aż tak "melodramatyczna", jak niektóre kawałki Alt-J. Warto zwrócić uwagę na to, że utwory są spójne - prawdopodobnie przy czwartym utworze mógłbym już zgadnąć, że to Lewis Del Mar, a to doskonały wynik jak na debiutantów.

Po Loud(y) przyszedł czas na Memories. Tracku powinien posłuchać każdy, kto ma problemy z budowaniem klimatu w utworze. Memories buduje napięcie w sposób idealny, krok po kroku nawarstwiając kolejne muzyczne elementy i prowadząc słuchacza do emocjonującej końcówki. Najświeższy, zaledwie pięciodniowy Wave(s) to zwieńczenie dotychczasowych dokonań Lewis Del Mar. Trzy utwory - a każdy z nich aż prosi się o pełnowartościowy longplay. Mam nadzieję, że duetowi nie zabraknie pomysłów i kreatywności, przez co materiał na płytę nie okaże się gorszy od zaprezentowanych dotychczas piosenek. Jeżeli Lewis Del Mar utrzyma poziom kolejnych nagrań, to mamy murowanego kandydata do końcoworocznych podsumowań w kategorii "Debiut roku". Sprawdźcie sami:

Loud(y)



Memories



Wave(s)


Linki:

czwartek, 16 października 2014

Last Lynx - None Of My Friends

"Nareszcie" - krzyczy każda cząstka mnie, po przesłuchaniu najnowszego utworu Last Lynx. Jeżeli ktoś śledzi chillsounda od dłuższego czasu, zapewne wie, że ten szwedzki zespół to aktualnie jedna z moich ulubionych grup na świecie. Piosenki "Killing Switch" oraz "The Great Water Sequel", pochodzące z EP-ki "Ocean Reels" plasują się naprawdę wysoko w moim prywatnym TOP-ie Wszech Czasów.

Niestety, ostatnie propozycje serwowane przez Last Lynx trochę zboczyły ze ścieżki obranej przy "Ocean Reels". To oczywiście bardzo dobrze, bo artysta, który stoi w miejscu, to tak naprawdę artysta, który wykonuje krok w tył. Przyznaję jednak, że trochę tęskniłem za klimatami, dzięki którym pokochałem sztokholmski band. Pomimo, że "Curtains" i "Lacuna" stanowiły bardzo smaczny kąsek dla każdego wielbiciela muzyki, to jednak nie wbiły się w mój muzyczny gust tak bardzo, jak "Killing Switch". W końcu jednak Last Lynx wydali utwór, który przekonał mnie do siebie już po pierwszym przesłuchaniu. "None Of My Friends" to w mojej opinii jak na razie najlepsza propozycja z EP-ki "Rifts", której premiera będzie mieć miejsce 7-go listopada. Czekam z niecierpliwością, jak na wszystko, co spod rąk członków Last Lynx wychodzi.


Linki:

niedziela, 28 września 2014

Sir Sly - Inferno (ft. Lizzy Plapinger)

chillsoundsgoodmusic
Sir Sly podbili rok temu moje serce, a ich "Where I'm Going" był według mnie jednym z najlepszych utworów, jakie miałem okazje w 2013 roku usłyszeć. Fenomenalna EP-ka sprawiła, że ostrzyłem sobie zęby na ich pełnoprawny longplay. W międzyczasie przyszła jeszcze pora na kilka remixów oraz utwory, które ostatecznie na albumie się nie znalazły. Pierwszą płytę chłopaków z Sir Sly oficjalnie zwiastował tytułowy singiel - "You Haunt Me". Muszę przyznać, że trochę mnie to zaniepokoiło, bo w utworze tym Sir Sly delikatnie zboczyli z obranej przez siebie drogi. Nie twierdzę oczywiście, że track ten jest zły, ale mi zwyczajnie "nie podszedł".

Na szczęście dziś nie muszę już martwić się o jakość debiutanckiego longplaya amerykańskiego bandu. "You Haunt Me" miał premierę 12 września, dzięki czemu większość z nas mogła wyrobić już sobie zdanie na temat tej płyty. Na albumie znajdziemy utwory znane już z wspomnianej EP-ki oraz kilka nowych propozycji. Całość nie jest zła, powiedziałbym nawet, że jest bardzo dobra, jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że gdyby wszystkie utwory trzymały objęty początkowo klimat, "You Haunt Me" byłoby o klasę lepsze. Nie zmienia to jednak faktu, że zachęcam do przesłuchania albumu. Zresztą zdecydowanie lepiej zrobi to nagrane wspólnie z wokalistką MS MR "Inferno" - jeden z mocniejszych punktów płyty.


Linki:

niedziela, 29 czerwca 2014

SomeKindaWonderful

chillsoundsgoodmusic
Debiutancki album grupy SomeKindaWonderful usłyszałem już w czwartek, stwierdziłem jednak, że najbezpieczniej będzie poczekać z publikacją postu do weekendu. Zdecydowałem, że lepiej ochłonąć i dać sobie odrobinę czasu na zastanowienie się czy płyta ta rzeczywiście jest tak dobra, jak wydawało mi się to po pierwszym przesłuchaniu. Dziś mamy niedzielę, a debiut amerykańskiego bandu w zasadzie nieprzerwanie rozbrzmiewa w moich głośnikach - zapewne więc domyślacie się, jaki jest werdykt.

Zacząć powinienem przede wszystkim od podziękowań dla wytwórni Interscope, dzięki której recenzja ta w ogóle może powstać. Jeszcze jakiś czas temu wokalista SomeKindaWonderful - Jordy Towers, zajmował się wyłącznie rapem, należał do owej wytwórni i miał w niej status złotego chłopca, na którym można było zarobić kupę forsy. W tym celu należało jednak zmienić podejście Jordy'ego jako artysty, na co on zdecydowanie się nie godził - Interscope postanowiło więc spróbować z kim innym, a Towers został na lodzie. Pomimo tego, że na ponad rok wyleciał z muzycznego światka, Jordy nie poddał się, dzięki czemu powstało SomeKindaWonderful - jeden z najlepszych zespołów, jakie miałem okazję słyszeć w tym roku.

Debiutancki album grupy to niesamowita porcja muzycznego eklektyzmu - i choć w przypadku wielu artystów, takie podejście to samobójczy strzał w głowę, SomeKindaWonderful poradzili sobie z serwowaną przez samych siebie różnorodnością gatunkową perfekcyjnie. Gdybym miał jak najkrócej podsumować dwanaście utworów składających się na debiutancką płytę grupy, powiedziałbym tak - mocna, ale nieprzesadnie agresywna elektronika, sporo gitar oraz fenomenalny wokal Jordy'ego Towersa. Są to w zasadzie trzy fundamenty, na których zbudowany został pierwszy longplay bandu. SomeKindaWonderful stawiają na owych fundamentach poszczególne cegły w bardzo wysmakowany sposób, dzięki czemu ich debiut to międzygatunkowa podróż, w trakcie której ani przez chwilę się nie nudzimy.

Rozpoczynający płytę utwór "Cornbread" stanowi niezwykle mocne intro, które w paru momentach przywodzi na myśl klasyczne nagrania grupy Aerosmith - nie ma chyba lepszej rekomendacji, która może zachęcić wielbicieli muzyki do zapoznania się z SomeKindaWonderful. Myliłby się jednak ten, kto pomyśli, że tak będzie już do końca płyty. Dwa utwory potem mamy "Hard For Days", przy którym czułem się jakby spełniło się moje marzenie - powrócił Fort Minor. To właśnie przy tym tracku po raz pierwszy słychać, że Jordy był kiedyś raperem, co przy innych utworach wydaje się wręcz niewiarygodne. Wybrane na pierwszy singiel "Reverse" prezentuje innowacyjne podejście do bardzo oklepanego tematu, jakim jest zdrada i rozstanie - jak wskazuje to tytuł, treść utworu przedstawiana jest od końca. Kolejna zmiana pojawia się przy "Devilish Man" - to bluesowo-soulowo-country track, który mógłby pojawić się w soundtracku do dobrego, hollywoodzkiego westernu. Nie ma sensu opisywanie każdego utworu z osobna - musicie sprawdzić to sami, ta płyta to naprawdę jeden z najlepszych albumów tego roku. Przemawia za tym każdy track - nawet biesiadno-radośny "Burn For Me" zwieńczający longplay wpisuje się w koncepcję całego albumu i nie psuje odbioru całości.

Jestem pełen podziwu dla całego zespołu - SomeKindaWonderful grają bardzo dobrze, kompozycje są spójne, przemyślane i różnorodne, a wokal i wszechstronność Jordy'ego Towersa budzą zachwyt. Dlatego nie przegapcie ich - SomeKindaWonderful to dla mnie póki co najgorętsza nazwa na liście tegorocznych debiutantów, a konkurencja musi przeskoczyć niezwykle wysoko ustawioną poprzeczkę. Poniżej trzy utwory z albumu, reszty posłuchać możecie np. na soundcloudowym profilu bandu:

"Reverse"



"Laugh Out Loud"



"Police"



Więcej o bandzie znajdziecie tu:
facebook
twitter
oficjalna strona

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Mesita - The Villain

chillsoundsgoodmusic
Lubię takie przyjemne zaskoczenia. Do tej pory ponad 90% utworów sygnowanych znakiem Mesita, kompletnie do mnie nie przemawiało. Brakowało im przysłowiowego "pazura", który sprawia, że piosenka staje się wyrazista, ma swój charakter i zapada w pamięci. Widocznie potrzeba było czterech albumów i dwóch EP-ek, żeby projekt Jamesa Cooley'a w końcu przebił się przez mury mojej wątpliwości.

"The Villain" zwiastuje piąty już album muzyka z Denver, o nazwie "Infinity Sky Deluxe", który ma ukazać się jesienią. Przyznaję, że zapowiadający go track wzbudził we mnie ciekawość tego, czy James utrzyma obrany przy produkcji singla klimat. "The Villain" to w końcu utwór, który ma w sobie to coś - skrywa jakąś tajemnicę, którą wzmacnia pojawiające się co jakiś czas mocniejsze uderzenie basu. Moim zdaniem wokal Jamesa zdecydowanie bardziej pasuje do produkcji tego typu, dlatego w duchu modlę się o to, żeby nadchodzący album przyniósł prawdziwe zmiany. Odrobina niepokoju jednak zostaje - końcówka utworu to ukłon w stronę dawnych nagrań, tym razem jednak jest jak najbardziej do przełknięcia.



Więcej o projekcie Jamesa przeczytacie tu:
facebook
twitter
oficjalna strona

niedziela, 22 czerwca 2014

Misun - All For Leyna / Eli Eli

chillsoundsgoodmusic
Długi czas nieobecności w muzycznym światku sprawił, że z pewnością mam spore zaległości w nowościach, w związku z czym postanowiłem sprawdzić dziś, czy w czasie mojego letargu ktoś z naszych "starych znajomych" nie wydał czegoś nowego, co zdołało mnie ominąć. Rozpocząłem od zespołu, który jest z chillsoundem od samego początku.

Waszyngtoński Misun tradycyjnie nie zawiódł. Od czasu wakacyjno-brzmiącego "Travel With Me" band jak zwykle zdołał nagrać kilka nowych tracków, spośród których pierwszy to dla mnie tak wielki strzał w dziesiątkę, jakiego brakowało mi od czasu wydania "Summer Bootlegs". "All For Leyna" to cover utworu Billy'ego Joela, jednak z oryginałem łączy go w zasadzie jedynie tekst. Waszyngtońskie trio przerobiło track tak wyśmienicie, że od dziś "All For Leyna" będzie kojarzyć mi się już tylko z nimi. Wersja Misun skupia w sobie brzmienia znane z ubiegłorocznego "Promise Me", będąc przy tym trackiem zdecydowanie bardziej pikantnym i energicznym. Fajny zabieg przy refrenie, dzięki któremu możemy odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z mostkiem prowadzącym do boomu mocnego klubowego bangera, owe odczucia jedynie potęguje. "All For Leyna" to moim zdaniem zdecydowanie najlepszy tegoroczny track kapeli Misun Wojcik, a konkurencja, jak zawsze w przypadku tego zespołu, wcale dużo gorsza nie była.



Wystarczy tylko spojrzeć na "Eli Eli" nagrane specjalnie na składankę "Kitsuné America 3". Nieobeznanym z muzycznymi kulisami należy się tu odrobina wyjaśnienia - Kitsuné to francuska wytwórnia płytowa słynąca z wydawania albumów artystów z szeroko pojętej alternatywy, takich jak Crystal Fighters czy Two Door Cinema Club. Oprócz tego wytwórnia od 2002 roku wydaje bardzo ciepło przyjmowane albumy z remixami i kompilacjami. To właśnie na album kompilacyjny poświęcony Ameryce nagrana została piosenka "Eli Eli". Nie dziwi więc wybranie zespołu Misun - według mnie to prawdziwa kwintesencja klasycznych, amerykańskich dźwięków, co dokładnie słychać w "Eli Eli", przy którym band powraca do gitarowych rytmów utrzymanych w klimacie retro. Dobrze znów usłyszeć choć jedną ich piosenkę utrzymaną w tej stylistyce.


Misun znajdziecie oczywiście tu:

sobota, 1 marca 2014

Camille Michelle Gray - Baby Better Run

chillsoundsgoodmusic
Na profil Camille Michelle Gray na YouTube natknąłem się już kilkakrotnie. W czasach, w których większość początkujących artystów umieszcza tam swoje covery, konto Camille wyróżniało się zdecydowanie wśród konkurencji interpretowanym przez nią repertuarem. Obok tradycyjnych, popowych utworów wykonywanych w oryginale przez Ke$hę czy Lady Gagę, prym wiódł hip-hop, na czele którego znajdował się Kid Cudi i Kendrick Lamar. Gray nie ograniczyła się jednak do zwykłego odśpiewania utworu - w większości nagrań gra także na gitarze akustycznej.

Dziś Camille powraca z autorskim nagraniem pt. "Baby Better Run", które zdaje się być idealnym podsumowaniem jej dotychczasowych produkcji. Ciężko jednoznacznie sklasyfikować gatunkowo ten track, który łączy w sobie klasyczne dźwięki bluesa z fajnymi, gitarowymi riffami. Utwór zwiastuje debiutancką EP-kę Gray - "Street Cinema", której premiera nastąpić ma 13 marca. Z ciekawością odsłucham całości, póki co zapraszam do zapoznania się ze zwiastującym ją singlem:



Do utworu powstał również teledysk:


Camille znaleźć możecie tu:

poniedziałek, 23 grudnia 2013

The Occupants - Wonderland

chillsoundsgoodmusic
Od pewnego już czasu w show-biznesie panuje tendencja do maksymalnego wydłużania wszystkiego, co tylko wydłużyć się da (bez skojarzeń :D). Coraz to dłuższe klipy prezentowała początkowo Lady Gaga, później Kanye West, teraz ciężką do przeskoczenia poprzeczkę ustawił Pharell Williams. Niezależnie jednak od tego, jak długi będzie teledysk, jeżeli piosenka jest do dupy, to i obrazem nikt się nie zachwyci. Prawdą jest też, że niesamowicie ciężko nagrać spójny, nienudzący utwór, którego długość będzie większa niż klasyczne 3-5 minut. Tym bardziej cieszę się więc, że Panom z The Occupants ta ciężka sztuka się udała.

Pomimo, że historia nazwy The Occupants nie jest zbyt długa, stoją za nią ludzie znani już szerszemu gronu odbiorców. O ile nazwisko Flynn Gower nie każdemu jeszcze coś powie, o tyle o rockowym bandzie Cog większość z nas przynajmniej słyszała. Australijscy bracia Gower skomponowali track bardzo nietuzinkowy, który czasem brzmi, jak najlepsze nagrania Genesis i Phila Collinsa, kiedy indziej jak współczesny pop z najwyższej półki, okraszony dużą dawką gitarowych brzmień. Pomimo ponad 8 minut, utwór niejednokrotnie zmienia brzmienie, korzystając z ciekawych mostków i przejść, jednocześnie ani na chwilę tracąc spójności, jako całość. Sprawdźcie sami:


The Occupants znaleźć możecie tu:

środa, 11 grudnia 2013

Kaskelott - It Matters/Stay Together

chillsoundsgoodmusic
Czy kogoś jeszcze dziwi fakt, że gdy na chillsoundzie pojawia się piosenka z gatunku alternatywnego popu, to w 90% przypadków jej twórcy pochodzą ze Szwecji? Mnie nie. Od dłuższego już czasu kraj, z którego wywodzili się założyciele jednego z najbardziej wpływowych zespołów w historii popu - ABBY, pokazuje nam, jak powinny brzmieć utwory popowe, których nie musimy się wstydzić.

Dziś mam przyjemność zaprezentować Wam kolejnych przedstawicieli tego nurtu - zespół Kaskelott. Pomimo, że grają ze sobą dopiero rok, zdążyli już być ochrzczeni jako mix Phoenix, Muse, Local Native i Depeche Mode. Powinniście domyślać się więc, czego spodziewać się po tym zespole. Nie doświadczymy tu typowej w ostatnich miesiącach dla Skandynawii ambitnej elektroniki - jest to granie zdecydowanie bardziej klasyczne, które miłośnikom takich brzmień powinno przypaść do gustu już po pierwszym przesłuchaniu. Kwartet wydał jakiś czas temu swoją debiutancką EP-kę pt. "Retrospective" - poniżej znajdziecie najlepsze moim zdaniem utwory, które z niej pochodzą.

"It Matters"



"Stay Together"



Zespołu szukać możecie tu: