Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alternative rock. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alternative rock. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 sierpnia 2019

Moon Vessel - Won't Happen

csgmblog
Who: Moon Vessel Facebook Twitter Instagram Website

Why: Because no more lies, we've had enough!






Where: AppleMusic iTunes AmazonMusic Deezer GooglePlay Tidal

sobota, 4 sierpnia 2018

niedziela, 29 lipca 2018

Follies & Vices - Don't Tell Me You Love Me

chillsoundsgoodmusic
Who: Follies & Vices Facebook Twitter

Why: Because it needed only 11 seconds to blow my mind. Holy shit, that song is 10/10 for me. Amazing blend of hip-hop, alternative rock and even some punk vibes. Yeah, it would be easiest to compare them to Twenty-One Pilots, but hell no! They're different, they have their own style and sorry guys, but I have to tell you that I love you.



piątek, 8 lipca 2016

Maccie - High

chillsoundsgoodmusic
High to jeden z tych debiutów, które już po kilkunastu sekundach sprawiają, że słuchacz myśli: "Ooo, na nią trzeba mieć oko!". Autorką tracku jest Maccie - Kanadyjka, która dorastając w rodzinie zastępczej, wykorzystywała muzykę jako swojego rodzaju ucieczkę od rzeczywistości. W wieku 8 lat zaczęła uczyć się grać na pianinie, by następnie przerzucić się na gitarę, djembe oraz korę. Przez cały ten czas nie traciła oczywiście swojego zamiłowania do śpiewu.

Od 2012 zaczęła grać na żywo - początkowo w małych kafejkach, by następnie przenieść się na większą scenę. Dziś debiutuje utworem High, który zapowiada jej debiutancką EP-kę o tytule Primal. Jest to track, który trochę wymyka się jednoznacznej klasyfikacji - zasadniczo jest to pop, jednak przygrywająca przez cały czas gitara sprawia, że mamy wrażenie obcowania z soft rockiem. Wrażenie na słuchaczu powinien wywrzeć również wokal Maccie - mocny i przyciągający uwagę. Standardowo - czekamy na kolejne utwory z EP-ki.




Linki:
facebook
twitter
oficjalna strona

poniedziałek, 14 marca 2016

Silences - There's A Wolf

chillsoundsgoodmusic
Silences - północnoirlandzka grupa zdążyła już wyrobić sobie pozycję na muzycznym rynku dzięki dwóm, ciepło przyjętym EP-kom Nevernames oraz Sister Snow. Band szykuje się właśnie do wydania trzeciego minialbumu pt. Luna, którego premiera zaplanowana jest na 15 kwietnia.

Utworem, który zapowiada EP-kę, jest wydany 4 dni temu There's A Wolf. Utwór opowiada o ciemnych stronach nostalgii, która może sprawić, iż zatęsknimy za czymś, na czym nigdy tak naprawdę nam nie zależało. Jak twierdzi frontman zespołu - Conchúr White - pod względem muzycznym najnowszy track jest ogromnym krokiem w przód. Nie sposób się z nim nie zgodzić - poprzednie nagrania Silences nie przykuwały mojej uwagi na dłużej, tymczasem spokojny, wyciszający (aczkolwiek tylko do pewnego momentu) There's A Wolf sprawił, że z ciekawością czekam na całą EP-kę.


Linki:

The Palms - Republic Enemy #1 / Future Love (We All Make Mistakes)

chillsoundsgoodmusic
The Palms to duet z Los Angeles, który tworzą Johnny Zambetti i Ben Rothbard. Jak sami twierdzą, ich muzyka jest wynikiem miłości do wszelkich popularnych gatunków, które ze sobą połączyli, co pozwoliło na stworzenie idealnego soundtracku do letniej nocy w Los Angeles. Jako, że podróż do Stanów Zjednoczonych wciąż pozostaje w sferze moich marzeń, spróbuję przybliżyć Wam jednak ich brzmienie w inny sposób.

Mamy tu do czynienia z mieszanką rocka, popu, a także odrobiny modern hip-hopu - wszystko zatopione oczywiście w alternatywnym sosie. Jeżeli miałbym porównać do kogoś chłopaków z The Palms, najpierw pomyślałbym o The Neighbourhood, następnie o Portugal. The Man, by ostatecznie dotrzeć do starszych utworów Last Lynx. Z drugiej jednak strony, gdy wsłuchamy się w wokal, z łatwością możemy też usłyszeć inspiracje rockiem z lat '80 - w dodatku wymieszanym z reggae. Jeżeli dodamy do tego niegłupie teksty, wychodzi nam naprawdę indywidualne brzmienie, które bardzo szybko przypadło mi do gustu. Duet do tej pory wypuścił na światło dzienne cztery utwory, z których dwa (w tym jeden sprzed tygodnia) podrzucam niżej.

Republic Enemy #1



Future Love (We All Make Mistakes)


Linki:

czwartek, 18 lutego 2016

Foreign Air - In The Shadows / Free Animal

chillsoundsgoodmusic
Foreign Air to amerykański duet, który tworzą Jacob Michael oraz Jesse Clasen. Zadebiutowali pod koniec zeszłego roku utworem Free Animal, który zasłużenie spotkał się z ciepłym przyjęciem publiczności oraz krytyki. Ich muzyka to połączenie alternatywnego rocka z dużą dawką elektronicznych dźwięków - czyli coś, co lubię najbardziej. Dla mnie Foreign Air lądują gdzieś pomiędzy Alt-J, a Sir Sly - co z mojej strony jest oczywiście dużym komplementem.

In The Shadows to drugi track zwiastujący debiutancką EP-kę bandu. Oba utwory mają w sobie coś, co sprawia, że po pierwsze - wierzę w ich muzykę, po drugie - z niecierpliwością czekam na kolejne produkcje. Świetna zabawa elektronicznymi dźwiękami, przyjemnie zaznaczona perkusja - wydaje mi się, że Foreign Air mogą zagościć na chillsoundzie na dłużej. Przesłuchajcie obu utworów i oceńcie sami:

In The Shadows



Free Animal


Linki:

niedziela, 11 października 2015

Lewis Del Mar - Loud(y) / Memories / Wave(s)

chillsoundsgoodmusic
26 sekund. Dokładnie tyle potrzebowałem, by Loud(y) zmieniło status z "kolejna piosenka na jeszcze jednej randomowej playliście" na "o Boże, kto to? chce więcej!". Nadająca całego klimatu gitara, bardzo silnie zaznaczony bas, no i to niesamowite "Can you please sit the fuck down?", które rozwaliło mnie w jednym momencie. Jak mnie poproszono, tak też zrobiłem - usiadłem i zacząłem szukać informacji o tym, kim jest Lewis Del Mar.

Okazało się, że to nie "on", a "oni" - a dokładniej nowojorski duet, który na scenę wkroczył około trzech miesięcy temu, debiutując właśnie przy pomocy Loud(y). Do dziś wydali trzy utwory, a każdy z nich od razu wykopał sobie miejsce na mojej jesiennej playliście i prawdopodobnie żaden szybko z niej nie wypadnie. Szukając muzycznego porównania, Lewis Del Mar zdecydowanie najbliżej do Alt-J, jednak już po trzech utworach można stwierdzić, że znaleźli oni odrębną drogę na granie rockowego indie. Każdy z utworów wyróżnia wspomniana we wstępie delikatna gitara, ponadto muzyka Lewis Del Mar nie jest aż tak "melodramatyczna", jak niektóre kawałki Alt-J. Warto zwrócić uwagę na to, że utwory są spójne - prawdopodobnie przy czwartym utworze mógłbym już zgadnąć, że to Lewis Del Mar, a to doskonały wynik jak na debiutantów.

Po Loud(y) przyszedł czas na Memories. Tracku powinien posłuchać każdy, kto ma problemy z budowaniem klimatu w utworze. Memories buduje napięcie w sposób idealny, krok po kroku nawarstwiając kolejne muzyczne elementy i prowadząc słuchacza do emocjonującej końcówki. Najświeższy, zaledwie pięciodniowy Wave(s) to zwieńczenie dotychczasowych dokonań Lewis Del Mar. Trzy utwory - a każdy z nich aż prosi się o pełnowartościowy longplay. Mam nadzieję, że duetowi nie zabraknie pomysłów i kreatywności, przez co materiał na płytę nie okaże się gorszy od zaprezentowanych dotychczas piosenek. Jeżeli Lewis Del Mar utrzyma poziom kolejnych nagrań, to mamy murowanego kandydata do końcoworocznych podsumowań w kategorii "Debiut roku". Sprawdźcie sami:

Loud(y)



Memories



Wave(s)


Linki:

piątek, 17 kwietnia 2015

The Danes - The Ultimate Tool

Dłużej zaznajomieni z chillsoundem wiedzą, że rzadko zdarza mi się wrzucać tego typu utwory. The Ultimate Tool ma jednak w sobie coś takiego, że trafił na moją playlistę już po pierwszym przesłuchaniu. Co mam na myśli? Problem w tym, że ciężko stwierdzić.

Najpierw jednak co nieco o samym zespole - The Danes nagrywają w Los Angeles, a ich muzykę można określić jako rock, choć tego typu zawężenie z pewnością jest dla bandu krzywdzące. Na zespół składają się Dana Hobson, Daniel Wolf, John Mrazik oraz Patrick Zeinali. W swoim dorobku grupa ma już kilka nagrań, jednak moim zdaniem The Ultimate Tool to ich najlepsze dotychczasowe dokonanie.

Track ten można by określić jako delikatne rockowe granie. Sęk w tym, że dzięki wokalistce nie jest on wcale delikatny. Jej wokal nieodparcie przywodzi mi na myśl mieszankę Gwen Stefani, Alanis Morissette oraz Dolores O'Riordan - jest naprawdę charakterystyczny i zapada w pamięci na dłużej. Jej styl najlepiej oddaje określenie, które znalazłem w oficjalnym press kicie - "in-your-face-vocals". Z klimatem utworu świetnie zgrywają się też męskie chórki. Całość wypada naprawdę świetnie.


Linki:

niedziela, 29 czerwca 2014

SomeKindaWonderful

chillsoundsgoodmusic
Debiutancki album grupy SomeKindaWonderful usłyszałem już w czwartek, stwierdziłem jednak, że najbezpieczniej będzie poczekać z publikacją postu do weekendu. Zdecydowałem, że lepiej ochłonąć i dać sobie odrobinę czasu na zastanowienie się czy płyta ta rzeczywiście jest tak dobra, jak wydawało mi się to po pierwszym przesłuchaniu. Dziś mamy niedzielę, a debiut amerykańskiego bandu w zasadzie nieprzerwanie rozbrzmiewa w moich głośnikach - zapewne więc domyślacie się, jaki jest werdykt.

Zacząć powinienem przede wszystkim od podziękowań dla wytwórni Interscope, dzięki której recenzja ta w ogóle może powstać. Jeszcze jakiś czas temu wokalista SomeKindaWonderful - Jordy Towers, zajmował się wyłącznie rapem, należał do owej wytwórni i miał w niej status złotego chłopca, na którym można było zarobić kupę forsy. W tym celu należało jednak zmienić podejście Jordy'ego jako artysty, na co on zdecydowanie się nie godził - Interscope postanowiło więc spróbować z kim innym, a Towers został na lodzie. Pomimo tego, że na ponad rok wyleciał z muzycznego światka, Jordy nie poddał się, dzięki czemu powstało SomeKindaWonderful - jeden z najlepszych zespołów, jakie miałem okazję słyszeć w tym roku.

Debiutancki album grupy to niesamowita porcja muzycznego eklektyzmu - i choć w przypadku wielu artystów, takie podejście to samobójczy strzał w głowę, SomeKindaWonderful poradzili sobie z serwowaną przez samych siebie różnorodnością gatunkową perfekcyjnie. Gdybym miał jak najkrócej podsumować dwanaście utworów składających się na debiutancką płytę grupy, powiedziałbym tak - mocna, ale nieprzesadnie agresywna elektronika, sporo gitar oraz fenomenalny wokal Jordy'ego Towersa. Są to w zasadzie trzy fundamenty, na których zbudowany został pierwszy longplay bandu. SomeKindaWonderful stawiają na owych fundamentach poszczególne cegły w bardzo wysmakowany sposób, dzięki czemu ich debiut to międzygatunkowa podróż, w trakcie której ani przez chwilę się nie nudzimy.

Rozpoczynający płytę utwór "Cornbread" stanowi niezwykle mocne intro, które w paru momentach przywodzi na myśl klasyczne nagrania grupy Aerosmith - nie ma chyba lepszej rekomendacji, która może zachęcić wielbicieli muzyki do zapoznania się z SomeKindaWonderful. Myliłby się jednak ten, kto pomyśli, że tak będzie już do końca płyty. Dwa utwory potem mamy "Hard For Days", przy którym czułem się jakby spełniło się moje marzenie - powrócił Fort Minor. To właśnie przy tym tracku po raz pierwszy słychać, że Jordy był kiedyś raperem, co przy innych utworach wydaje się wręcz niewiarygodne. Wybrane na pierwszy singiel "Reverse" prezentuje innowacyjne podejście do bardzo oklepanego tematu, jakim jest zdrada i rozstanie - jak wskazuje to tytuł, treść utworu przedstawiana jest od końca. Kolejna zmiana pojawia się przy "Devilish Man" - to bluesowo-soulowo-country track, który mógłby pojawić się w soundtracku do dobrego, hollywoodzkiego westernu. Nie ma sensu opisywanie każdego utworu z osobna - musicie sprawdzić to sami, ta płyta to naprawdę jeden z najlepszych albumów tego roku. Przemawia za tym każdy track - nawet biesiadno-radośny "Burn For Me" zwieńczający longplay wpisuje się w koncepcję całego albumu i nie psuje odbioru całości.

Jestem pełen podziwu dla całego zespołu - SomeKindaWonderful grają bardzo dobrze, kompozycje są spójne, przemyślane i różnorodne, a wokal i wszechstronność Jordy'ego Towersa budzą zachwyt. Dlatego nie przegapcie ich - SomeKindaWonderful to dla mnie póki co najgorętsza nazwa na liście tegorocznych debiutantów, a konkurencja musi przeskoczyć niezwykle wysoko ustawioną poprzeczkę. Poniżej trzy utwory z albumu, reszty posłuchać możecie np. na soundcloudowym profilu bandu:

"Reverse"



"Laugh Out Loud"



"Police"



Więcej o bandzie znajdziecie tu:
facebook
twitter
oficjalna strona

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Mesita - The Villain

chillsoundsgoodmusic
Lubię takie przyjemne zaskoczenia. Do tej pory ponad 90% utworów sygnowanych znakiem Mesita, kompletnie do mnie nie przemawiało. Brakowało im przysłowiowego "pazura", który sprawia, że piosenka staje się wyrazista, ma swój charakter i zapada w pamięci. Widocznie potrzeba było czterech albumów i dwóch EP-ek, żeby projekt Jamesa Cooley'a w końcu przebił się przez mury mojej wątpliwości.

"The Villain" zwiastuje piąty już album muzyka z Denver, o nazwie "Infinity Sky Deluxe", który ma ukazać się jesienią. Przyznaję, że zapowiadający go track wzbudził we mnie ciekawość tego, czy James utrzyma obrany przy produkcji singla klimat. "The Villain" to w końcu utwór, który ma w sobie to coś - skrywa jakąś tajemnicę, którą wzmacnia pojawiające się co jakiś czas mocniejsze uderzenie basu. Moim zdaniem wokal Jamesa zdecydowanie bardziej pasuje do produkcji tego typu, dlatego w duchu modlę się o to, żeby nadchodzący album przyniósł prawdziwe zmiany. Odrobina niepokoju jednak zostaje - końcówka utworu to ukłon w stronę dawnych nagrań, tym razem jednak jest jak najbardziej do przełknięcia.



Więcej o projekcie Jamesa przeczytacie tu:
facebook
twitter
oficjalna strona

wtorek, 4 marca 2014

Josephine & The Artizans - Let Me Go

chillsoundsgoodmusic
Nie sposób zliczyć ile gatunków muzycznych istnieje dziś na świecie. Bardzo często słyszymy o tym, że ktoś stworzył coś nowego, innowacyjnego, co ma podlegać nowemu gatunkowi - zazwyczaj są to jedynie czcze przechwałki. Poznajcie więc Josephine & The Artizans - tym 10 osobom naprawdę udało się wyprodukować coś świeżego, a przy tym niezwykle interesującego.

10-osobowy londyński band ma już na koncie kilka dobrych utworów, ja jednak usłyszałem ich dopiero przy okazji premiery tracku "Let Me Go". Grupa tworzy coś, czemu sama nadała nazwę "hip-hopera". Określenie nie pozostawia złudzeń, to naprawdę połączenie hip-hopowych dźwięków z muzyką klasyczną, która przejawia się przede wszystkim w operowym wokalu głównej wokalistki Josephine. Na upartego możemy do tej mieszanki dołożyć jeszcze delikatnie rockowe brzmienia.

"Let Me Go" to track, do którego malkontenci na pewno mogliby mieć kilka uwag. Pierwsza z nich wynika z faktu, że w utworze swoje flow prezentuje aż trzech członków zespołu, co samo z siebie sprawia, że nie każdemu może on przypaść do gustu - zapewne każdy słuchacz będzie miał tu swojego faworyta. Należy też nadmienić, że przeciwnicy brytyjskiego rapu nie mają tu czego szukać - każda zwrotka to esencja tego gatunku. Wady bledną jednak przy najważniejszym czynniku, który decyduje o sile "Let Me Go" - pasji każdego członka zespołu. Oglądając oficjalny klip widać, że w track każdy wkłada 100% siebie, dzięki czemu całość sprawia niesamowite wrażenie. Szacunek też za perfekcyjne zgranie 10 osób, co jest niezwykle ciężkie - to już przecież mikroorkiestra.

Jedno jest jednak pewne - nazwa zespołu nie powstała przez przypadek. Gwiazdą jest tu czarująca Josephine i jej niezwykły wokal. Każde jej wejście powoduje przyjemne uczucie dreszczy na karku. 

Nie mam żadnych wątpliwości - Josephine & The Artizans to jeden z nielicznych zespołów, którym można nadać miano prekursorów nowego gatunku - powitajcie w swoich głośnikach hip-hoperę. Polecam też sprawdzić ich wcześniejszy dorobek, piosenki trzymają równy, wysoki poziom, poza tym ze względu na ich unikatowość, słucha się ich z niezwykłym zaciekawieniem.

Osobiście dopisuje Josephine & The Artizans do listy bandów, których koncert na żywo muszę zobaczyć - zapewne dopiero podczas słuchania ich utworów w wersji 'live' możemy poczuć 100% mocy.



Polecam obejrzeć również klip:



Zespół znajdziecie tu:
facebook
twitter
oficjalna strona

poniedziałek, 23 grudnia 2013

The Occupants - Wonderland

chillsoundsgoodmusic
Od pewnego już czasu w show-biznesie panuje tendencja do maksymalnego wydłużania wszystkiego, co tylko wydłużyć się da (bez skojarzeń :D). Coraz to dłuższe klipy prezentowała początkowo Lady Gaga, później Kanye West, teraz ciężką do przeskoczenia poprzeczkę ustawił Pharell Williams. Niezależnie jednak od tego, jak długi będzie teledysk, jeżeli piosenka jest do dupy, to i obrazem nikt się nie zachwyci. Prawdą jest też, że niesamowicie ciężko nagrać spójny, nienudzący utwór, którego długość będzie większa niż klasyczne 3-5 minut. Tym bardziej cieszę się więc, że Panom z The Occupants ta ciężka sztuka się udała.

Pomimo, że historia nazwy The Occupants nie jest zbyt długa, stoją za nią ludzie znani już szerszemu gronu odbiorców. O ile nazwisko Flynn Gower nie każdemu jeszcze coś powie, o tyle o rockowym bandzie Cog większość z nas przynajmniej słyszała. Australijscy bracia Gower skomponowali track bardzo nietuzinkowy, który czasem brzmi, jak najlepsze nagrania Genesis i Phila Collinsa, kiedy indziej jak współczesny pop z najwyższej półki, okraszony dużą dawką gitarowych brzmień. Pomimo ponad 8 minut, utwór niejednokrotnie zmienia brzmienie, korzystając z ciekawych mostków i przejść, jednocześnie ani na chwilę tracąc spójności, jako całość. Sprawdźcie sami:


The Occupants znaleźć możecie tu:

niedziela, 28 kwietnia 2013

sundayclassics #5: Oasis - Stop Crying Your Heart

chillsoundsgoodmusic
Nadzieja na powrót Oasis na muzyczną scenę wśród fanów grupy z Manchesteru nie słabnie, nawet jeżeli weźmiemy pod uwagę to, że ponoć Liam Gallagher powiedział ostatnio, że zespół zagra tylko wtedy, gdy zapłaci im się za to 30 milionów funtów. Pomimo tego, wszyscy wierzą, że pewnego dnia reaktywacja Oasis stanie się faktem. I nie ma się czemu dziwić, kapela ta jest bowiem jednym z wyznaczników dobrej brytyjskiej muzyki.

Track "Stop Crying Your Heart Out" to bardzo dobry przykład ich klasy i wspomnienie tego, że stacje muzyczne, takie jak MTV potrafiły emitować muzykę, w dodatku bardzo dobrą. Dla wielu osób jest to również przypomnienie równie dobrego filmu, w którym utwór został wykorzystany, czyli "Efektu Motyla". Polecam odpalić, i cofnąć się o ponad 10 lat wstecz, szczególnie tym, którzy nad "My Super Sweet 16" przekładają dobrą muzykę.