sobota, 1 marca 2014

Kiings - You Can't See Me (x Christine Hoberg) / Feel (x Rae Cassidy)

chillsoundsgoodmusic
Kiings tworzą Sean Foran i Chris Siegel - jest to duet producencki z Milwaukee, który póki co specjalizuje się w remixach, chłopaki mają jednak na koncie kilka autorskich utworów i to na nich właśnie się dziś skupię.

Tracki produkowane w klimacie downtempo wydają się wręcz stworzone na dzisiejszy piękny, słoneczny dzień - wygląda na to, że wiosna zawitała do nas w pełni, pora więc by pojawiła się również w naszych głośnikach. Pierwszy z utworów nosi nazwę "You Can't See Me" i skradł moje serce już po pierwszym przesłuchaniu. Klimatyczny, elektroniczny podkład stanowi idealne tło pod fenomalny głos Christine Holberg, która spisała się w tym utworze niesamowicie.



O drugim z tracków - "Feel", mógłbym napisać dokładnie to samo, z tą różnicą, że jest zdecydowanie spokojniejszy, a wokalnie udziela się w nim Rae Cassidy. O ile "You Can't See Me" blisko do ostatnich produkcji ODESZY, to już "Feel" zbliża się raczej do utworów tworzonych przez nieodżałowane Mt. Wolf. Nie zmienia to faktu, że obie piosenki to majstersztyki klimatu downtempo, przy czym kolaboracja z Christine Holberg to aktualnie jeden z najlepszych utworów, jakie dane mi było słyszeć w tym roku (choć powstał już osiem miesięcy temu).



Kiings szukać możecie tu:
facebook
twitter

piątek, 28 lutego 2014

ODESZA - Sun Models (ft. Madelyn Grant)

chillsoundsgoodmusic
Są takie grupy, które po prostu nie zawodzą. Wiedzą, co mają robić i robią to dobrze. Do artystów takich należy duet ODESZA z Seattle, który po wydaniu EP-ki "My Friends Never Die", z której pochodziły dwa umieszczone na chillsoundzie w zeszłym roku utwory - "If There's Time" oraz track tytułowy, szybko wydał kolejny, jak zwykle wyśmienity utwór.

"Sun Models", w którym wykorzystano wokal Madelyn Grant, to track, który z pewnością nie przekona do siebie osób, jakim wcześniejsze produkcje ODESZY nie pasowały, jednak zadowoli wszystkich wiernych fanów - w tym mnie. Jak zwykle - czekam na więcej!


ODESZY szukajcie tu:

wtorek, 25 lutego 2014

Naród wspaniały, tylko ludzie ku*wy, czyli Margaret - Wasted

chillsoundsgoodmusic
W tytule posta pozwoliłem sobie użyć słów wypowiedzianych niegdyś rzekomo przez marszałka Piłsudskiego, bo też żaden cytat lepiej nie zobrazuje tego, co chcę przekazać tym tekstem. Choć pewnie mógłbym też użyć nieco bardziej nowoczesnych określeń w stylu "Cebulandia" bądź też "Polaczkowatość"...

Zacznę jednak od początku - od kilku tygodni możemy w radiu usłyszeć niesamowicie przyjemny, popowy utwór, którego refren stanowi nieprzyzwoicie wbijający się w głowę i niechcący z niej przez długi czas wyjść hook. Muszę przyznać, że trochę opadła mi szczęka, gdy w końcu, po pewnym czasie zorientowałem się, że track ten wykonuje nie kto inny, jak nasza rodzima Margaret.

Uśmiechnąłem się pod nosem, bo też nie zwracałem wcześniej na nią jakiejś większej uwagi - ot, wyszedł jej zdecydowanie utwór "Thank You Very Much", któremu w sukcesie dopomógł też nieco na wyrost niegrzeczny teledysk, aczkolwiek późniejsze, choć również całkiem przyzwoite "Tell Me How Are Ya" furory już nie zrobiło. Dlatego też myślałem, że Małgorzatę Jamroży należy raczej stawiać w jednym rzędzie z innymi próbującymi śpiewać szafiarkami, których podstawowym zajęciem jest paradowanie w najnowszej kolekcji Hansa Klossa. Tymczasem Margaret wróciła z mocnym argumentem w postaci tracku "Wasted", którego pozytywne brzmienie nieodparcie kojarzyło mi się z przebojami Elizy Doolittle sprzed kilku lat. "Skinny Genes" czy "Pack Up" opierały się w końcu na podobnym motywie, łączącym klimaty retro z lekkim wydźwiękiem współczesnego popu.

Żeby ustrzec się przed ewentualnymi komentarzami - nie mówię, że "Wasted" to arcydzieło na miarę "Stairway To Heaven" jednak w zalewie tandetnego polskiego popu, stworzenie dobrej radiowej piosenki, która nie wywołuje we mnie chęci rzucania radiem o ścianę, to naprawdę nie lada wyzwanie.

Szybko powędrowałem więc na YouTube'a by zapoznać się z oficjalnym teledyskiem, przy okazji, jak to mam w zwyczaju, przeglądając również komentarze. Po chwili teledysk poszedł w odstawkę - komentarze sprawiły, że mina na długi czas mi zrzedła. Tu pora na krótkie wyjaśnienie - okazało się, o czym nie miałem pojęcia - że wspomniany przeze mnie hook, na który składa się proste i melodyjne "pa pa papara pa pa pa" wcale nie jest dziełem Margaret. Najbardziej znanym utworem, który go zawiera jest "Piosenka o sąsiedzie" Ireny Santor z 1968 roku, choć używała go m.in. również Shazza. Autorem muzyki jest natomiast jeszcze kto inny - mianowicie Rosjanin Borys Potiomkin. To oczywiście wystarczyło, by w komentarzach pod utworem wybuchł 'flame war', którego kilka przykładów przytoczę poniżej:






Od razu zadałem sobie pytanie: "Czy ja mieszkam w kraju debili?". Mógłbym jeszcze przyjąć, że po prostu do klawiatur dorwała się tzw. gimbaza, niestety od czasu integracji YouTube'a z portalem Google+ dość łatwo zidentyfikować użytkowników, co uświadomiło mnie, że ponad połowa autorów tych komentarzy jest starsza ode mnie.

Czy naprawdę pojęcia takie jak 'sampel', 'cover' czy 'wykorzystanie elementu utworu za zgodą prawną autora' są zupełnie nieznane? Nie uwierzę, że to zwykłe trollowanie, bo komentarzy w tym stylu jest od zatrzęsienia, a ja wybrałem tylko pierwsze z brzegu. Cholera, pomyślcie tylko, jak w takim razie musieli wku*wić się członkowie ABBY, jak Madonna splagiatowała ich w "Hung Up". Ile "sanofabiczy" musiało wyrwać się z ust Stinga i pozostałych członków The Police, gdy bezczelnego plagiatu dopuścił się Puff Daddy. Ba! Później tego samego dokonał jeszcze włoski zespół Karmah!

Czy ktoś naprawdę jest w stanie uwierzyć, że Margaret wraz ze swoim zapewne sporym sztabem producenckim, bez pozwolenia użyła znany podkład muzyczny? Nie chcę nawet mówić o tym, że jedynym elementem, który się powtarza, jest właśnie to "pa pa papara pa pa pa", w związku z czym posądzenie o plagiat świadczy moim zdaniem o dość zaawansowanym upośledzeniu umysłowym oskarżyciela.

Równie wkurzające jest nieustanne jęczenie, że Margaret śpiewa po angielsku - cholera, mówimy o dziewczynie, która ma jakieś tam ambicje na karierę poza granicami Polski, więc czego się tu czepiać? Tym bardziej, że jako jedna z niewielu ma naprawdę niezły akcent. Częste też jest przyczepianie się użytkowników do faktu, że teledysk to jedna wielka reklama - kurczę, chyba lepiej zrobić ciekawy klip, w którym dość zgrabnie zastosowano product placement, niż jechać po taniości i produkować shit, którego później nie da się nawet oglądać. Tym bardziej, że pomimo mojej nieznajomości kosmetyków, wikipedia zdradza, że akurat firma Revlon to raczej nie powód do wstydu.

Wydaje mi się, że powód tych narzekań jest prosty - typowa dla naszego kraju zawiść i mówiąc kolokwialnie, "ból dupy" o to, że komuś coś wyszło. Zamiast cieszyć się z tego, że w końcu ktoś systematycznie produkuje typowo radiowy pop na dobrym, europejskim poziomie, czepiamy się wszystkiego, czego tylko możemy się czepić. Specjalnie dla Was, kochani komentatorzy z YouTube'a, przygotowałem więc wiersz, na modłę Piłsudskiego:

"Taki los już tego kraju,
że najmilsze są w nim trupy,
może więc czas spojrzeć w lustro,
miast obrabiać innym dupy."

Pozostałym polecam natomiast przesłuchanie "Wasted" autorstwa Margaret, która w idealny sposób wykorzystała znany, klasyczny motyw i przeniosła go na nurt współczesnego popu.

37 dni później

37 dni milczenia - tak długiej przerwy chillsoundsgoodmusic nie miał jeszcze nigdy i trochę mi wstyd, że muszę pisać ten tekst, uznałem jednak, że nagły wyskok z nowym, tradycyjnym postem, bez ani słowa wyjaśnienia, byłby trochę nie na miejscu.

Problem w tym, że nie ma za bardzo czego wyjaśniać - po prostu miliardy zupełnie niezależnych od siebie czynników, bezczelnie postanowiły zacząć na siebie wpadać, doprowadzając do tego, że przez 37 dni blog powoli, a jednak systematycznie obrastał kurzem.

Zgodnie z myślą "lepiej późno niż wcale" piszę jednak, by wszem i wobec obwieścić, że wracam - z nową mocą, z nowymi pomysłami i z setką piosenek, które przez okres milczenia zdołały się na mojej skrzynce mailowej nagromadzić. Przy okazji nie ukrywam również, że mam zamiar wprowadzić na chillsoundzie pewne zmiany - oczywiście podstawą nadal będą posty z nową, raczej nieznaną szerszej publiczności muzyką, jednak planuję trochę częściej wrzucać posty w pewnym stopniu publicystyczne, przedstawiające mój punkt widzenia na pewne tematy, które akurat wydają mi się interesujące.

Przedsmak takich wpisów zobaczycie już dziś. Póki co, miło znów dla Was pisać. 

niedziela, 19 stycznia 2014

Misun - Travel With Me

chillsoundsgoodmusic
Pisząc dwa tygodnie temu o mojej pewności co do tego, że grupa Misun w 2014 roku jeszcze niejeden raz zagości na chillsoundzie, nie spodziewałem się, że nastąpi to tak szybko. Niezwykle produktywny waszyngtoński team nie zwleka jednak z wydawaniem kolejnych utworów.

"Travel With Me" wydane będzie 18 lutego na winylu. Jak to w przypadku Misun bywa, track jest zupełnie odmienny od nagranego przez nich ostatnio "Nothing Else" i w zasadzie byłby idealną propozycją na wakacje. Jako jednak, że zima dopiero do nas dociera, na pewno będzie przyjemną odskocznią od pogody za oknem. Wokal Misun Wojcik jak zwykle robi swoje i nadaje całości charakterystyczny dla zespołu klimat.


Misun odnajdziecie oczywiście tu:

Tamara Saul x New Mantra - Fading Out

chillsoundsgoodmusic
Przede wszystkim - sorry za długą nieobecność, jednak styczeń 2014 roku jest miesiącem, w którym raczej nie znajdziecie tu zbyt często nowych wpisów. Sesja w pełni, w związku z czym mało mam chwil, takich jak dziś, gdy jest czas na przejrzenie nowości z rynku muzycznego i poświęcenie chwili na skrobnięcie tu tekstu, który byłby napisany z sensem. Jako, że taka okazja się natrafiła, przywitajmy ponownie Tamarę Saul.

Dziewczynę przedstawiłem już przy okazji premiery jej ostatniego utworu - "Pink Skies In Dark Nights" - Chorwatka ujęła mnie swoim 'feelingiem', dzięki któremu jej wokal brzmi, jak w piosenkach najlepszych gwiazd R&B lat '90. Tym razem jej utwór wyprodukowany jest przez brytyjskiego producenta ukrywającego się pod ksywką New Mantra. Brzmienie tracku jest zdecydowanie bardziej nowoczesne od np. wyśmienitego "He Don't Know My Name". Wokalistka odnajduje się jednak w takich klimatach równie dobrze, dzięki czemu "Fading Out" to chillująca i nienachalna porcja dobrego, elektronicznego R&B. Z ciekawością czekam na to, co jeszcze Tamara pokaże w tym roku.


Artystki szukajcie tu:

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Misun - Nothing Else

chillsoundsgoodmusic
Po pierwsze - witam wszystkich w 2014! Mam nadzieję, że rok zaczął się pozytywnie i będzie wyglądał równie dobrze przez najbliższe 12 miesięcy.

Póki co historia zatoczyła koło - pierwszym utworem, jaki znalazł się na chillsoundzie był "Harlot" stworzony przez nagrywający w Stanach Zjednoczonych band Misun. W ciągu ubiegłego roku amerykańskie trio pojawiało się na blogu jeszcze kilka razy, za każdym razem dostarczając nam bardzo dobry track i dowód na to, że członkowie zespołu potrafią odnaleźć się w każdym gatunku.

Bardzo się cieszę, że w roku 2014 również witam Was wspólnie z Misun. "Nothing Else" to utwór świeżutki jak poranne bułeczki i jest w pewnym stopniu podsumowaniem tego, co zespół dokonał do tej pory. Z jednej strony słyszymy gitarowe riffy przywodzące na myśl np. fenomenalne "Battlefields", z drugiej strony nie brak też delikatnej elektroniki znanej m.in. z "Promise Me". O wokalu Misun Wojcik nie muszę się nawet wypowiadać, bo gdy tylko usłyszałem pierwsze słowa "She's really fuckin' nice...", to już wiedziałem, że ten kawałek też jest "fuckin' nice".

Ciekawi mnie, jak będzie brzmiał kolejny utwór Misun, jednego jednak jestem pewny - w 2014 trafią tu jeszcze nieraz.


Misun szukajcie tu: