Nie będę tego ukrywać - SOFI TUKKER to zdecydowanie jeden z najlepszych, najciekawszych i najbardziej interesujących duetów, na jakie wpadłem w tym roku. I choć csgm znów leży, to jednak po ponad miesiącu ciszy musiałem wygospodarować chwilkę na to, by podrzucić Wam ich nowe produkcje.
Pierwszy z nich to wydany przed kilkoma dniami Awoo, nagrany wspólnie z zaprzyjaźnioną z duetem Bettą Lemme. Track zaskakuje początkowo wręcz electro-swingowym brzmieniem, które jednak mniej więcej w połowie utworu przeradza się w typowe dla Nowojorczyków, "dżunglowe" klimaty. Awoo zapętlam już od czasu premiery i wygląda na to, że track szybko mi się nie znudzi.
Około miesiąca temu SOFI TUKKER wydali drugą z ich nowych propozycji - Déjà vu Affair. Ten utwór to zdecydowanie bardziej dance'owo-house'owe klimaty z wisienką na torcie w postaci charakterystycznej gitary. Obie produkcje potwierdzają jednak, że nowojorski duet to jedno z najgorętszych tegorocznych zjawisk na muzycznej scenie. I tylko smutek człowieka ogarnia, gdy wie, że właśnie trwa europejska część ich trasy, która niestety omija Polskę. Mam jednak nadzieję, że kiedyś zobaczę ich na żywo również w naszym kraju.
Premiera ich debiutanckiej EP-ki Soft Animals już w ten piątek - wszystkim oczekującym na osłodę podrzucam jeszcze pierwszy klip duetu, którego doczekał się znany i lubiany już Drinkee.
Pamiętacie jeszcze remix (czy też raczej cover) FreedomPharrella Williamsa w wykonaniu Jive Me? Dla wszystkich jego wielbicieli mam wręcz wspaniałego newsa: francuski band właśnie wydał swój autorski track.
Co można o nim powiedzieć? Człowiek chciałby się do czegoś przyczepić, ale jak, jeżeli już po pierwszym dźwięku na mojej twarzy wyrósł ogromny uśmiech? On Stage to najlepsze lekarstwo na poniedziałek, jakie mogło nam się dziś przytrafić. Co w nim takiego? Ano, urocze pianinko, skoczna rytmika, wspaniała beztroska i ten zadziorny wokal. Mało ostatnio u mnie tracków, przy których noga aż sama rwie się do tańca, dlatego niezwykle cieszę się, że Jive Me znów czarują. Tym bardziej, że przez On Stage wybrzmiewa Francja taka, jaką sobie wyobrażam.
Przy całym moim uwielbieniu i naprawdę ogromnym szacunku dla Pharrella Williamsa, od momentu ogromnego boomu na Happy cierpię na przesyt, obawiając się trochę, że kiedyś wyskoczy mi z szafy. Pomimo tego nie sposób nie kochać go za utwory, takie jak Freedom - pełne pozytywnej energii i nieprawdopodobnego wręcz feelingu. Z premedytacją jednak nie słuchałem jego produkcji zbyt często - żeby zwyczajnie mi nie obrzydły.
Z reguły odrzucam też większość remixów jego utworów - po części z powodów opisanych powyżej, po części dlatego, że oryginały są zbyt dobre, by próbować je zmieniać. Freedom w wersji francuskiej grupy Jive Me rozwalił mnie jednak na łopatki i pewnie jeszcze trochę w tym położeniu zostanę. Zastanawiam się jedynie, czemu band opisuje swoją produkcję jako remix - mamy tu bardziej do czynienia z coverem czy też luźną interpretacją. Trio zaprezentowało Freedom w wyśmienitej, swingowej wersji, w dodatku z damskim wokalem, którego zadziorność oczarowała mnie w sekundę. Jednym słowem - boskie!
Złote lata Hollywood, czarno-białe filmy, muzyka z gramofonów i wszechobecny swing, zarówno w postaci tańca, jak i kierunku muzycznego. Jeżeli czasem zastanawiacie się, jak żyło się w tamtych czasach i żałujecie, że dziś już taka muzyka nie powstaje, na pewno polubicie tego człowieka. Pochodzący z Wielkiej Brytanii Jamie Berry adaptuje swing do dzisiejszych czasów, łącząc go z muzyką elektroniczną w sposób, który potrafi wprawić stopy każdego w ruch. Posłuchajcie jego prac i przenieście się w świat lat '40 ubiegłego wieku.
"Delight"
"Dirty Stop Out"
Utwory Jamie'go krążą po Internecie jako podkłady do filmików osób prezentujących swoje umiejętności taneczne, są też idealnymi kandydatami dla producentów tworzących remixy. Utworem "Delight" zajął się między innymi Max Liese, tworząc z niego taką perełkę: